Wczoraj polski - raczej dobrze, zarówno podstawa jak i rozszerzenie, chyba trafiłam w klucze i wyczerpałam temat - przynajmniej na podstawie.
Za to dzisiejsza matematyka doprowadza mnie do szału. Większość mówi, że była banalna, a ja jednak prawdopodobnie jej nie zalicze. Płakać mi się chce nad godzinami zmarnowanymi nad nauką matematyki. Mogłam je spokojnie poświęcić na historię z której pisze rozszerzenie czy zająć się nauką z wosu! Albo chociażby poczytać interesujące książki, napisać coś czy zrobić cokolwiek związanego z moimi zainteresowaniami i przyszłością.
Jestem też wściekła na moją szkołę, która ma niby świetny poziom, najlepszy w mieście, a jednak naszej matematyczki częściej nie było na lekcjach niż była - gdyby tak pododawać jej wszystkie 20sto minutowe spóźnienia.
Denerwuje mnie to wszystko.
Pomijając fatalność dzisiejszego dnia, to wspomnienia z zakończenia szkoły średniej będę miała conajmniej ciekawe, intensywne i ważne, bo sobotnia impreza stanowiła swego rodzaju przełom. TAK spotykam się z kimś. Nie, nie chodzimy ze sobą, nie jesteśmy parą, po prostu spotykamy się. Może to w końcu będzie to.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


1 komentarze:
Ja to mam doła nad tym angielskim. Ale czasu nie cofnę :) Będzie co będzie, chyba gorzej już nie będzie XD
Jeeeny, jakaś Ty ładna XD
Prześlij komentarz