Po angielskim mój humor poprawił się. Miałam tylko jeden błąd, pisanie myślę, że także mi dobrze poszło, więc licze na min. 90%. Trochę żałowałam, że nie poszłam na rozszerzenie, bo pewnie poradziłabym sobie... Ale przecież zawsze mogę je sobie za rok zdać :) Uspokoiłam się trochę. Złość na siebie nieco mi przeszła, chociaż nadal boli mnie to, że wszystko mi świetnie idzie po za tą znienawidzoną matematyką...
Zresztą to nie ważne. Dziś idę do klubu na imprezę, napiję się, potańczę i zapomnę. Chociaż pewnie na jednym lokalu się nie skończy. Kocham życie nocne miasta.
0 komentarze:
Prześlij komentarz