Nie wiem czy to ja sama sprawiam sobie taki sprawdzian, ale męczę się.
Ludzie to ciężki narkotyk, uzależniamy się od nich, a detoksem jest tęsknota. A ja uparcie po raz kolejny nie będę za Nią biegała i prosiła o uwagę. Nie, nie tym razem. Wolę się męczyć i stracić te szczątki po związku zwane przyjaźnią niż udawać, że wszystko jest ok i ciągnąć to na siłę. Bo skoro ona mnie mnie gdzieś, to chyba oznacza, że coś tu jest nie tak.
Pisałam wcześniej, że aktualnie są trzy dziewczyny w moim życiu, i ta "druga" już odpada, nic z tego. A jednak... Zerwała wczoraj ze swoją dziewczyną i co? I na dziś jesteśmy umówione. Ciekawe jaką formę to przybierze: przyjaciółeczki, pocieszamy się wzajemnie czy może, w końcu, po raz drugi cokolwiek ruszy i coś z tego będzie.
Zadziwia mnie moja zmienność stosunku do ludzi. Raz kocham, tęsknię, a innym razem, gdy się zezłoszczę przeklinam w myślach i nie cierpię. Ciekawie musi to wyglądać: Jednego dnia mówię, że jej nie cierpię, bo jest zimną suką i mnie wystawiła, a tydzień później już wspólnie się śmiejemy i randkujemy. Czy to fałsz? Hmm...Wydaje mi się, że nie. To po prostu emocje, one zawsze towarzyszą tym wyższym uczuciom jak miłość czy przyjaźń.
To cóż...Dziś realizuje marzenie o... miłość czy przyjaźni? Może uda się połączyć oba.
niedziela, 4 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz