środa, 17 marca 2010

Poleć mi coś mocnego na ból istnienia.

Od ostatniej notki minęło trochę. Nie miałam,weny,ochoty, a później czasu. Przez ten okres przechodziłam chyba wszystkie możliwe stany emocjonalne. Początkowo miałam swoją małą depresję (bo depresją tego nie nazwę, nie rzucam takich słów na wiatr - to już poważna choroba). Nie rozmawiałam z Nią, mijałyśmy się, cisza. To pewnie też wpłynęło na to wszystko, ale to dobrze, to było potrzebne. Musiałam ochłonąć, odpocząć, uspokoić swoje emocje. Od tego piątku jest już dobrze. Dziękuję, dziękuję sama nie wiem komu za osoby takie jak moje CZOPY, co ja bym bez śmiesznych sytuacji z wami zrobiła :) Cały wieczór i noc totalnego chilloutu - to było to! Wstęp do wyśmienitego humoru.
Później w sobotę i niedziele się uczyłam, ale wyobraźcie sobie, że nawet to nie spieprzyło mi humoru! W poniedziałki teraz oddaje się mojej nowej pasji - aktorstwu. Uczęszczam do miejskiej grupy i nie skromnie powiem, że póki co świetnie mi idzie - co daje mi w dużej mierze tą radość. W końcu znalazłam jakąś pasję, coś dla czego chce mi się wstawać z łóżka i brnąć w to dalej.
Po za tym to świetna okazja do poznania nowych ludzi, kto wie, może jakaś nowa miłość się tam znajdzie ;) Szczerze? Przydałoby się - znowu bezsensownie tkwię w miejscu i Trzy na których w jakikolwiek sposób mi zależy...no cóż, im nie zależy na mnie ;)

środa, 3 marca 2010

Dawkujesz mi siebie jak lek na przetrwanie

Wzięłam apap - tak jakby on mógł zabić ból mojej duszy. Cierpiąc potocznie mówimy, że boli nas serce, szczególnie jeśli jest to wywołane jakimś uczuciem. Czemu więc leki przeciwbólowe nie zwalczają tego? Organ jak każdy inny, wypełnia swoją rolę, pompuje krew. Kawał mięsa, a ludzie przypisuja mu metafizyczne znaczenie, robiąc z niego symbol miłości.
Lek, to powinno pomóc, ale nie działa. Koncern farmaceutyczny pewnie nie uwzględni reklamacji, a szkoda. Przydałaby się rekompensata, jakakolwiek od kogokolwiek. Powietrze aż jest wypełnione obawą. Czy moge winić za obecny stan rzeczy kogoś po za sobą samą? Ciebie? Ty już dawno o tym zapomniałaś, o mnie, o nas - o ile kiedykolwiek istniałyśmy, tak na prawdę "my". Raczej Nie. Na pewno nie. Kilka złudzeń i fałszywych obietnic nie stworzy tego pojęcia, to jedynie jego wypaczona forma, która dla każdej z nas oznaczała co innego. Co? Dla mnie nadzieję na to co stworzymy, z żalem stwierdzam, że po pewnym czasie mogłam to nazwać miłością. Dla ciebie chwilowe zapomnienie, odmianę i o zgrozo, to czego tak bardzo nie lubię w nastolatkach: chęć eksperymentowania. Nigdy nie chciałam być królikiem doświadczalnym. Przykro mi, ale pozostały efekty uboczne, badanie nie zakończono sukcesem, podany lek zawiódł.
I uzależnił. Tak, jesteś jak lek na przetrwanie, narkotyk. Ciężki narkotyk. Od którego nie mogę się uwolnić. Zawsze wrócę, a jeśli jednak nie, to sama pojawisz się w porze, gdy myślę, że jestem wolna.

Skąd te wszystkie przemyślenia? Przez weekend. Bo przez chwilę znowu byłysmy "my", jedynie dla zabawy, dla przyjemności, wspólny wieczór - nie liczę na więcej. Ciekawe do jakich układów to doprowadzi.