czwartek, 2 września 2010

uhuhu

Wiem, że znowu bardzo zaniedbałam bloga - po tym jak zaczełamw miare regularnie pisać to nieco boli. Jednak mam ku temu poważny powód: Moje życie jest teraz świetne :) Olałam wszystko w internecie, od czasu do czasu gdzieś zaglądam, jednak na niezbyt długo. Pochłonął mnie związek, zabawa, przyjaźń, czyli wszystko to, co w życiu najlepsze. Niestety do tego dochodzi troche pracy,ale przy tych wszystkich superlatywach to nie wygląda tak źle.
Szczerze? Pierwszy raz w życiu przeżywam coś takiego. Udany związek, pełen miłości, zuafania, zero toksyn i kłótni, kombinacji czy nawet głupiego oglądania się za innymi - liczy się tylko ona. Dla mnie doszkonała i idealna. Teraz proszę tylko o jedno, żeby to przetrwało jak najdłużej, a wszystko inne zawsze jakoś się ułoży. Nigdy nie przypuszczałam, że druga osoba może tyle dla mnie znaczyć w tak pozytywny sposób, to uzależnienie jest cudowne, możesz być moim ciężkim narkotykiem i nie chce detoksu.

sobota, 7 sierpnia 2010

WOODSTOCK BABY!

Wróciłyśmy całe i zdrowe! Było cudownie! Ten klimat, ludzie i muzyka: coś wspaniałego! I muszę powiedzieć, że wiecej z warszawiakami wódki nie piję! haha :D Świetne chłopaki, ale doprowadzenie mnie do stanu upojenia już na pierwszych koncertach nie było dobre! Chociaż... Przynajmniej po tym pląsałam z Anią pod sceną jak szalona :) Nie ma co tutaj dużo pisać, to po prostu trzeba przeżyć. Zobaczyć te tłumy pozytywnie nastawionych ludzi, zwiedzić stoiska, usłyszeć "Jak masz na imię?" "Bierzesz narkotyki?" "Jaka jest Ania!? Ania jest ok!", zebrać cukierki i kartki z monaru, iść na spotkanie z kimś sławnym i przedewszystkim poznać tylu świetnych ludzi! Jak dla mnie to jest festiwal ludzi pozytywnie zakręconych :) Mam nadzieje, że za rok też pojade i będzie jeszcze lepiej. Chciałabym pojechać w tym samym towarzystwie, chodzić i trzymać za rękę tą samą osobę, dzielić z nią śpiwór i piwo ;)

środa, 28 lipca 2010

Będziemy się poznawać ustami i palcami

Wczoraj spędziłam noc u mojej dziewczyny. Piłyśmy wino i rozmawiałyśmy do późna - słuchając muzyki i od czasu do czasu podśpiewując. Następnie po prostu siedziałysmy lub leżałyśmy w łóżku, głaskają się przy tym, 'miziając', łaskocząc i ... Na tym koniec. Żadnego seksu. Nuda? Nie, nie sądzę. Potrzebowałam takiej zwykłej czułości i bliskości nie w sensie erotycznym. Ten związek jest zupełnie inny od poprzednich, czuje się taką więź, współgranie dusz. Rano byłam niemożliwie szcześliwa. Po za tym kochana...Robisz świetne naleśniki!


A jutro wyruszamy na woodstock!

poniedziałek, 19 lipca 2010

She's lost control

  Znowu straciłaś kontrole nad życiem, emocjami i nade mną także - obawiam się, że to ma również wpływ na humorki. Widzisz, że nie masz już odskoczni w postaci swojej ex, nie będzie już jak dawniej. Zawsze byłaś rozchwiana emocjonalnie,o tak. Dlatego teraz nie wiem czy to kolejna scena pt. "zwróć na mnie uwagę" czy może jednak coś poważnego, ponieważ takie sytuacje miały już miejsce.
  Moja dziewczyna jest bardzo wyrozumiała, nie ma do mnie pretensji o to, że poświęcam byłej czas, staram się ją pocieszyć i wyciągnąć z kolejnego emocjonalnego dołka. Jednak ja nie mam zamiaru sięgać granic tej cierpliwości, pozwalać sobie na działania krzywdzące ją, o nie. Dlatego się gubię, nie powinnam zostawiać osób bliskich memu sercu samym sobie, jednak wiem co to zazdrość i jakie relacje między ludźmi mogą być kruche. Opowiedziałam mojej dziewczynie o tym wszystkim, wyprzedzając jakiekolwiek myśli zapewniła, że to tylko przyjaźń, że teraz tylko Ona ma znaczenie. Odgarnęła kosmyk moich włosów z twarzy i uśmiechnęła się uroczo. Jak ja kocham ten uśmiech! To jak mruży przy tym oczy, to jaki jest szczery i szeroki. Jak ja bym mogła Cię skrzywdzić, no jak? Nigdy, przysięgam nigdy - pomyślałam i złapałam ją za rękę. Powiedziała, że wie, rozumie i spokojnie, nie mam się czym martwić. "Lepiej, żeby ktoś teraz zareagował, niż jakby miało się stać coś złego, prawda?", prawda moja piękna, to prawda. Próbowałam się odciąć, chociaż na jakiś czas...Jednak być może teraz nie powinnam. Nie cierpię tego milczenia, dni lub tygodni nie odzywania się, a następnie nocnych telefonów z prośbą o pomoc i wysłuchiwania jakie życie jest złe. Szkoda tylko, że nie mam dość odwagi, aby powiedzieć Ci, że jego większość sama spieprzyłaś.


A ja?Chyba układam jakoś swoje życie. Dawniej rzucałam wszystko, tylko dlatego, że kochałam resztkami beznadziejnej miłości i desperacko chciałam być znowu z nią. Chciałam być kochana. Szkoda tylko, że przez tyle czasu oczekiwałam tego od niewłaściwej osoby.

czwartek, 15 lipca 2010

Na każde Twoje zawołanie

 Środek nocy, telefon, od niej - mojej starej miłości, tej która systematycznie wraca jak bumerang. Znikasz, pojawiasz się, bawimy się w przyjaźń, sypiamy ze sobą, odchodzimy i wracamy. Jest Ci źle, płaczesz. Dlaczego zawsze jesteś tak rozchwiana emocjonalnie? Dlaczego mimo wszystko ja biegne? Tak, martwiłam się, bałam o Ciebie - za dobrze Cię znam. Biegłam przez miasto, przecinając gęste powietrze, walcząc z jego duchotą, wymijając turystów, którzy chcieli poznać nocne życie miasta i podziwiać jego uroki. Przelotnie widziałam ich miny, zdziwione. W końcu pewnie byłam pierwszą osobą na ich wycieczce, która w podkoszulku i króciutkich spodenkach biegła przez Kazimierz. Jakoś przemierzyłam cały dystans, zadzwoniłam na komórkę - "otwórz". Cicho przemknęłyśmy przez korytarz, do niej. Proszę, wypłacz się, przytul, ja zapomnę o wszystkich złych chwilach i pomogę Ci.

 Gładziłam Twoje włosy, uspokoilaś się, leżałyśmy przytulone na łóżku i w końcu zasnęłaś. Ja nie mogłam, myślałam o naszych relacjach, czy to już zwyczajna przyjaźń czy może resztki miłości? Czy ta gra między nami nigdy się nie skonczy? Jednak ja wiem, że cokolwiek by się działo, nie ważne jak okrutnie mnie potraktujesz następnym razem to i tak, gdy będziesz tego potrzebowała - będę, po prostu będę przy Tobie.
Czasem mam wrażenie, że jesteś miłością mojego życia. Tą pierwszą prawdziwą, poważną i niezwykle trudną. Nikt nie powiedział, że to musi być łatwa relacja, by być nazwana tą życiową, prawda?
Owszem, uwielbiam moją dziewczynę, nie chce być z nikim innym, zakochuję się w niej z każdym dniem coraz bardziej...ale to chyba nic złego, że póki co nie uważam tego za życiową relację, to nic złego, że kocham w jakiś platoniczny sposób osobę, którą znam od lat, z którą tyle przeszłam...
Moje życie znowu przypomina mi film, serial...Tylko jaki to może być gatunek?

wtorek, 13 lipca 2010

remont na arteriach mego życia

Czuję się przytłoczona przez gorąco. Nic się nie chce, na nic się nie ma siły ani ochoty. Wczoraj jedynie wypiłam z moją dziewczyną mrożoną kawę w cieniu, posiedziałyśmy, pogadałyśmy i wróciłam do domu. Chodzić gdziekolwiek w ten upał - samobójstwo! Dzisiaj jednak zaryzykuje, bo nie cierpie takiej bezczynności. Czekam na weekend i być może jakieś kolejne ciekawe wydarzenia czy imprezy - chyba już nie potrafię bez tego żyć. Może to nie najodpowiedniejszy tryb życia, ale ja to uwielbiam i mam co wspominać :) Oby tak bylo jak najdłużej! Aktywnie. Kocham jak coś się dzieje, szaleństwo i zabawę.
Po za tym zaczynam szukać pokoju do wynajęcia albo najlepiej mieszkania i wykombinować coś ze znajomymi. To dopiero będzie piękne! :)

piątek, 9 lipca 2010

Praca, praca, praca

Kolejna istotną sprawą w życiu świeżo upieczonego absolwenta liceum jest kwestia znalezienia pracy. Jeśli Twoi chodzice nie mają masy pieniędzy i nie jest im obojętne to czy się obijasz przez całe wakacje czy nie - masz problem.
Jako osoba bez doświadczenia zadowowego, bądź z jakimś minimalnym np. za rozmoszenie ulotek jaką mam szansę na dobrą pracę? No właśnie... marną. Patrząc na te wszystkie opcje co nam pozostaje? Praca w Mcdonalds i posiadanie przez cały tydzien perfum chanel olej z frytek nr 5, roznoszenie ulotek za śmiesznie niskie pieniądze, stanie jak kołek w spódniczce mini z przyklejonym uśmiechem i tacką w ręce - ale to opcja dla tych z "miłą aparycją", zatem brzydale mają mniejsze pole do poszukiwania pracy. Można też dawać się wyzyskiwać w sieciach typu Żabka czy Biedronka. Jednam mi jeszcze nieco zależy na moim kręgosłupie i nerwach. Nawet jak się okazuje świetny z zewnątrz Empik może być istnym obozem pracy. Otoczenie świetnych książek i ładnych rzeczy nie zrekompensuje jednak zbyt małej wypłaty. Istnieje także opcja niani-gosposi dla młodych dziewcząt. Wystarczy umieć uciszyć dzieciaka, zmienić mu pieluchę i ugotować obiad dla rodzinki. Wszystko miło, jednak tutaj płaca jest jeszcze niższa, a kręgosłup może ucierpieć - dzieci bywają ciężkie.Chłopcy mają o tyle wygodnie, że wszędzie szukają pomocy na budowie. Jednak jeśli jesteś wrażliwym intelektualistą to możesz sobie nie poradzić.
 Nie wiem czy źle szukam, mam za duże wymagania, może za małe kwalifikacje... Jednak jest to kwestia tego, że w Polsce młody człowiek, zaraz po liceum czy student nie może liczyć na ciekawe zajęcie, zadowalający zarobek czy możliwość jakiegoś rozwoju w pracy - chyba, że naukę idealnego wysmażenia kotleta do hamburgera lub umiejętne ponowne zastosowanie starego oleju uznamy za rozwój.

środa, 7 lipca 2010

Piece of My heart

 Tyle krzyku było o mature i jej wyniki. Już po, wiemy co i jak i... No właśnie i co dalej? Nie jestem zadowolona, nie wiem jak moje życie teraz się ułoży. Wychodziłam z założenia, że zawsze udawało mi się osiągnąć cel, nawet przy małym wysiłku, myślałam, że i tym razem tak będzie. Okazało się, że udało się tylko z angielskim i ustnymi, bo mam ponad 90% i z ustnych po 100%. Reszte przemilcze. Nie ma tragedii, ale nie ma też szału. A powinien być bo zawsze szło mi wyśmienicie z polskiego, umiem dobrze pisać, a tu co? Niby wynik dobry, ale jednak nie tak jak oczekiwałam. Trochę zawiodłam siebie, przez swoje niedbalstwo. Mimo to cieszę się, że mojej kochanej się udało wszystko zrobić tak jak chciała.

 Czasem mam wrażenie, że mimo wszystko życie jest wyjątkowo piękne. Beztrosko pędzimy w słoneczny dzień przez ulicę, smiejemy się. Wyobrażam sobie wtedy, że nasze życie to film. Dokładnie wiem jakby te kadry wyglądały, jak słońce odbija się od auta, okularów i jak wszyscy widzowie zazdroszą nam tej beztroski.
Ostatnie imprezy utwierdziły mnie w tych odczuciach. Nie robimy nic po za bawieniem się. Niektórzy z nas pracują, ale wieczory i dni wolne wyglądają idealnie. Warto też wpomnieć o tych stanach błogości, spokojnych rozmowach o życiu i śmierci, leżeniu na łożku, paleniu shishy i śpiewaniu. Banał? Może, ale ile szcześcia daje.
Czy my idealnie spędzamy swoje najlepsze lata życia?
Mam wrażenie, że tak. Jestem spełniona, szczęśliwa i nie ukrywam, że ostatnie noce i orgazm mają w tym swój udział ;) Czuję, że mam wszystko. Czasem. Po za tymi chwilami ciszy i samotności.

środa, 16 czerwca 2010

O.

Niby nie mam siły na zabawe w przyjaźń ale jednak, odnalazłam jej sporo. Otwarłam się dziś przed znajomą, opowiedziałam o tym co u mnie, o obawach, szaleństwach i pragnieniach. Autamatycznie jest mi lepiej, lżej.
Nie wiem jak ludzie potrafią żyć bez przyjaźni czy bez grupy dobrych znajomych.Szczerze? Ja be moich bym zwariowała. Nawet jeśli co spotkanie nie siedzimy i nie zdradzamy sobie swoich tajemnic to sama ich obecność i pomoc, gdy widzą, że coś mnie gryzie jest bezcenna i leczy dusze. Nawet jeśli czasem czuję się samotnie i myślę, że w gruncie rzeczy nikogo nie mam to przychodzą dni takie jak te czy wspólne weekendy po których jestem przekonana, że są ludzie, którzy będą ze mną jeszcze bardzo długo, nawet jeśli za jakiś czas czeka nas rozstanie, przerwa, cisza czy cokolwiek to jestem pewna, że wrócimy do siebie.
W końcu takich jak nas troje nie ma żadnego ;)

sobota, 5 czerwca 2010

You know I love you

Kocham Twój zapach, który zostaje na moim ciele po naszym spotkaniu. Kocham Twoje rude włosy, kocham to jak je spinasz, kocham Twoje chustki, spinki i dodatki. Uwielbiam Twoje szczupłe ciało, to jak wyglądasz. Twój oryginalny styl artyski, jednak nie jesteś tym typem krakowskiej lanserki...Skromna, piekna i utalentowana. Kocham taniec z Tobą, Twój twist, Twoje szaleństwo przy rocku i dostosowanie się do stylu disco na imprezie bardziej tematycznej. Kocham Twoje usta, wręcz idealne. Ten śmiech: zawsze szczery i to, że czerwienisz się tak uroszo zawsze gdy prawię Ci komplementy. KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM!!

wtorek, 18 maja 2010

Dobrze :)

Wszystko się układa. Matury dobiegają końca. A my mamy zaplanowany wspólny weekend :)
Nie ma to jak wyjazd i zabawa z okazji zakończenia liceum i matur. Mam tylko nadzieje, że pogoda się poprawi! Chociaż odrobinę. Chociaż siedzenie razem, w zaciszu, zdala od wszystkich problemów... Tak, na zewnątrz może lać, obojętne mi to, chce być z Toba odcięta od świata :)

czwartek, 13 maja 2010

Tak bardzo chciałam być potrzebna Ci

Lubię klub w którym byłam w piątek. Ostatnio dlatego, że jesteś tam Ty, tajemnicza dziewczyno. Na parkciecie przeżyłam coś banalnego lecz dzięki temu przeszedł mnie dreszcz podniecenia po plecach. Żadnego kręcenia tyłkami przed sobą tylko to delikatne otarcie się o siebie, muśniecia rąk, stykanie ramionami. Akcja jak w filmie C.R.A.Z.Y. tyle, że ta zabawa trwa, nie kończy się po jednym zetknięciu tyłka w łóżku ;) Ten szczery i uroczy uśmiech i to, że jesteś zaraz obok, gdy pojawiam się na parkiecie. Słodko.
Banał ale mimo wszystko lubię te gierki z nią. Mam nadzieje, że jutro też tam pójdę i spotkam ją. Nie mam żadnych planów oczywiście, po prostu przyjemnie się obok siebie tańczy, lubię jej uśmiech i te podchody - niby przypadkowe i delikatne dotknięcia. Aktualnie rozpoczynam nowy związek, więc o żadnym podrywaniu dziewczyn z klubu nie ma mowy :)

Z innej beczki: Nie przepadam za bardzo za Pezetem, ale jego nuta "Spadam" tak mi przypomniała o Niej -mojej byłej... Coś w tym jest, czasem mam wrażenie, że już nie przestane jej kochać. Jednak teraz to nie może być istotne, nie chcę żeby było bo jeśli zniszczy to co mam teraz to nie daruje sobie tego.


Jeśli mimo wątpliwości to nie będzie proste,
nie będzie intuicyjne, coś innego będzie dobre,
Jeśli będę musiał się odwrócić i
To co czuję, zniszczyć, nie móc o tym mówić,
Jeśli będę musiał poczuć tak, musisz zrozumieć, to
Będzie koniec nas,
Koniec.
Dziś, tak to czuję


Ale dobrze, że nie wiesz co u mnie, bo pękło by Ci serce!

piątek, 7 maja 2010

Matury vol. 2

Po angielskim mój humor poprawił się. Miałam tylko jeden błąd, pisanie myślę, że także mi dobrze poszło, więc licze na min. 90%. Trochę żałowałam, że nie poszłam na rozszerzenie, bo pewnie poradziłabym sobie... Ale przecież zawsze mogę je sobie za rok zdać :) Uspokoiłam się trochę. Złość na siebie nieco mi przeszła, chociaż nadal boli mnie to, że wszystko mi świetnie idzie po za tą znienawidzoną matematyką...
Zresztą to nie ważne. Dziś idę do klubu na imprezę, napiję się, potańczę i zapomnę. Chociaż pewnie na jednym lokalu się nie skończy. Kocham życie nocne miasta.

Kaya na każdą okazję.

środa, 5 maja 2010

Matury

Wczoraj polski - raczej dobrze, zarówno podstawa jak i rozszerzenie, chyba trafiłam w klucze i wyczerpałam temat - przynajmniej na podstawie.
Za to dzisiejsza matematyka doprowadza mnie do szału. Większość mówi, że była banalna, a ja jednak prawdopodobnie jej nie zalicze. Płakać mi się chce nad godzinami zmarnowanymi nad nauką matematyki. Mogłam je spokojnie poświęcić na historię z której pisze rozszerzenie czy zająć się nauką z wosu! Albo chociażby poczytać interesujące książki, napisać coś czy zrobić cokolwiek związanego z moimi zainteresowaniami i przyszłością.
Jestem też wściekła na moją szkołę, która ma niby świetny poziom, najlepszy w mieście, a jednak naszej matematyczki częściej nie było na lekcjach niż była - gdyby tak pododawać jej wszystkie 20sto minutowe spóźnienia.
Denerwuje mnie to wszystko.

Pomijając fatalność dzisiejszego dnia, to wspomnienia z zakończenia szkoły średniej będę miała conajmniej ciekawe, intensywne i ważne, bo sobotnia impreza stanowiła swego rodzaju przełom. TAK spotykam się z kimś. Nie, nie chodzimy ze sobą, nie jesteśmy parą, po prostu spotykamy się. Może to w końcu będzie to.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

But I'm waiting for love

Okazuje się, że faktycznie można mijać się przez lata, przechodzić obok siebie, stać, korzystać z tej samej ławki zmieniając buty w szkole i nie zauważyć kogoś. Patrzeć, ale nic nie widzieć, nie zapamiętać. W zupełnie innym miejscu, w innej sytuacji natomiast można spojrzec i mieć to "Bum!", gdzieś tam w głowie. Może jednak istnieje coś takiego jak własciwy czas i miejsce - niezależnie od ludzi, od tego ile razy się widzieli, rozmawiali... Może romantyczna miłość to nie musi być ta od pierwszego wejrzenia.
Jednak jeśli się już kogoś dostrzeże, tym razem zapmięta i uda się nawiązac na tyle silny kontakt, by pomimo rywalizacji pozostac w świetnych stosunkach - to może to będzie coś dobrego.

Po za tym moi mili, moi drodzy: Już za tydzien matura! :)

Czy teraz, gdy będe wolnym człowiekiem odnajdę miłość? Przestanę gonić za samą ideą kochania i wyrwę się z destrukcyjnych uczuć? Kto wie, kto wie... Wszystko okaże się w następnym odcinku życia. Scenarzysto... Bądź w końcu łaskawy!

niedziela, 18 kwietnia 2010

Ah, ah, ah

Zaczyna się jakoś układać. W końcu! Randkuje, cieszę się z tego, że
w końcu może będę z kimś pewniejszym niż zawsze.
Ah i przekonuję się komu tak na prawdę na mnie zależy. Okazuje się, że dwie z trzech potrafią być przyjaciółkami, bez względu na przeszłość... ale ta trzecia, która zawsze była najwazniejsza...Chyba jednak ma mnie juz totalnie gdzieś. *Bum* witamy w brutalnym świecie.



Nic tylko krzyczeć. Jutro chcę krzyczeć ze szczęścia!

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Serce pojemne jak przedwojenna wanna

Tak bardzo chciałam, żeby w końcu coś nowego się zaczęło i nie myśleć o tych starych układach, relacjach i skomplikowanych uczuciach. Doczekałam się? Wychodzi na to, że coś się zaczyna - z cięzkiej relacji w ciekawy flirt. Zaczyna mi się to podobać, czuje, że to nowy start. Nigdy nie brakowało mi pewności siebie w kontaktach z ludźmi lecz przy dziewczynach na których mi zależało gdzieś to się zatracało, jednak teraz wierzę, że mogę poderwac dziewczynę i nie muszę się wstydzić i obawiać. Warto czasem pokonać nieśmiałość, skoczyć na głęboką wodę, nie bać się powiedzieć czegoś innego, z pazurem i odważnego. Z gierek, żartów, ironizowania jak się okazuje może powstac coś innego. Trzeba się tylko odważyć przełamać bariere. A nawet jeśli zostanie się na tym etapie... To seks z odrobinką złości może być na prawdę cudowny, pełen pasji i emocji ;) Czyż nie?
A to, że z Nią nie rozmawiam za bardzo przestaje mi już tak ogromnie łamać serce. Jednak wspólnie ustaliłyśmy, że nie damy ponownie naszym relacją całkowicie się urwać. Jednak za chwile mam koniec szkoły...Co będzie, gdy tam się przesaniemy widywac? Oby nie było tak jak dawniej. Mimo wszystko: kocham Cię.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Sprawdzian wytrzymałości duszy na ból

Nie wiem czy to ja sama sprawiam sobie taki sprawdzian, ale męczę się.
Ludzie to ciężki narkotyk, uzależniamy się od nich, a detoksem jest tęsknota. A ja uparcie po raz kolejny nie będę za Nią biegała i prosiła o uwagę. Nie, nie tym razem. Wolę się męczyć i stracić te szczątki po związku zwane przyjaźnią niż udawać, że wszystko jest ok i ciągnąć to na siłę. Bo skoro ona mnie mnie gdzieś, to chyba oznacza, że coś tu jest nie tak.

Pisałam wcześniej, że aktualnie są trzy dziewczyny w moim życiu, i ta "druga" już odpada, nic z tego. A jednak... Zerwała wczoraj ze swoją dziewczyną i co? I na dziś jesteśmy umówione. Ciekawe jaką formę to przybierze: przyjaciółeczki, pocieszamy się wzajemnie czy może, w końcu, po raz drugi cokolwiek ruszy i coś z tego będzie.

Zadziwia mnie moja zmienność stosunku do ludzi. Raz kocham, tęsknię, a innym razem, gdy się zezłoszczę przeklinam w myślach i nie cierpię. Ciekawie musi to wyglądać: Jednego dnia mówię, że jej nie cierpię, bo jest zimną suką i mnie wystawiła, a tydzień później już wspólnie się śmiejemy i randkujemy. Czy to fałsz? Hmm...Wydaje mi się, że nie. To po prostu emocje, one zawsze towarzyszą tym wyższym uczuciom jak miłość czy przyjaźń.
To cóż...Dziś realizuje marzenie o... miłość czy przyjaźni? Może uda się połączyć oba.

środa, 17 marca 2010

Poleć mi coś mocnego na ból istnienia.

Od ostatniej notki minęło trochę. Nie miałam,weny,ochoty, a później czasu. Przez ten okres przechodziłam chyba wszystkie możliwe stany emocjonalne. Początkowo miałam swoją małą depresję (bo depresją tego nie nazwę, nie rzucam takich słów na wiatr - to już poważna choroba). Nie rozmawiałam z Nią, mijałyśmy się, cisza. To pewnie też wpłynęło na to wszystko, ale to dobrze, to było potrzebne. Musiałam ochłonąć, odpocząć, uspokoić swoje emocje. Od tego piątku jest już dobrze. Dziękuję, dziękuję sama nie wiem komu za osoby takie jak moje CZOPY, co ja bym bez śmiesznych sytuacji z wami zrobiła :) Cały wieczór i noc totalnego chilloutu - to było to! Wstęp do wyśmienitego humoru.
Później w sobotę i niedziele się uczyłam, ale wyobraźcie sobie, że nawet to nie spieprzyło mi humoru! W poniedziałki teraz oddaje się mojej nowej pasji - aktorstwu. Uczęszczam do miejskiej grupy i nie skromnie powiem, że póki co świetnie mi idzie - co daje mi w dużej mierze tą radość. W końcu znalazłam jakąś pasję, coś dla czego chce mi się wstawać z łóżka i brnąć w to dalej.
Po za tym to świetna okazja do poznania nowych ludzi, kto wie, może jakaś nowa miłość się tam znajdzie ;) Szczerze? Przydałoby się - znowu bezsensownie tkwię w miejscu i Trzy na których w jakikolwiek sposób mi zależy...no cóż, im nie zależy na mnie ;)

środa, 3 marca 2010

Dawkujesz mi siebie jak lek na przetrwanie

Wzięłam apap - tak jakby on mógł zabić ból mojej duszy. Cierpiąc potocznie mówimy, że boli nas serce, szczególnie jeśli jest to wywołane jakimś uczuciem. Czemu więc leki przeciwbólowe nie zwalczają tego? Organ jak każdy inny, wypełnia swoją rolę, pompuje krew. Kawał mięsa, a ludzie przypisuja mu metafizyczne znaczenie, robiąc z niego symbol miłości.
Lek, to powinno pomóc, ale nie działa. Koncern farmaceutyczny pewnie nie uwzględni reklamacji, a szkoda. Przydałaby się rekompensata, jakakolwiek od kogokolwiek. Powietrze aż jest wypełnione obawą. Czy moge winić za obecny stan rzeczy kogoś po za sobą samą? Ciebie? Ty już dawno o tym zapomniałaś, o mnie, o nas - o ile kiedykolwiek istniałyśmy, tak na prawdę "my". Raczej Nie. Na pewno nie. Kilka złudzeń i fałszywych obietnic nie stworzy tego pojęcia, to jedynie jego wypaczona forma, która dla każdej z nas oznaczała co innego. Co? Dla mnie nadzieję na to co stworzymy, z żalem stwierdzam, że po pewnym czasie mogłam to nazwać miłością. Dla ciebie chwilowe zapomnienie, odmianę i o zgrozo, to czego tak bardzo nie lubię w nastolatkach: chęć eksperymentowania. Nigdy nie chciałam być królikiem doświadczalnym. Przykro mi, ale pozostały efekty uboczne, badanie nie zakończono sukcesem, podany lek zawiódł.
I uzależnił. Tak, jesteś jak lek na przetrwanie, narkotyk. Ciężki narkotyk. Od którego nie mogę się uwolnić. Zawsze wrócę, a jeśli jednak nie, to sama pojawisz się w porze, gdy myślę, że jestem wolna.

Skąd te wszystkie przemyślenia? Przez weekend. Bo przez chwilę znowu byłysmy "my", jedynie dla zabawy, dla przyjemności, wspólny wieczór - nie liczę na więcej. Ciekawe do jakich układów to doprowadzi.

piątek, 26 lutego 2010

Rend-moi mon coeur

Rend-moi mon coeur!
Wszystkie je oddajcie ... Nie ma to jak mieć coś w rodzaju roztrojenia uczuciowego, a mianowicie chodzi o ulokowanie jaki uczuć w kilku osobach. Na dodatek zupełnie nie odpowiednich. Oczywiście mam na myśli zwyczajne zauroczenia, a w pewnym przypadku może jakiś sentyment, a nie miłość. Chociaż ... tak, kocham jedną z nich. Moją aktualną przyjaciółkę i byłą dziewczynę zarazem, ale czy to miłość? Nie, chyba nie. Mam taką nadzieję! Nadzieję na to, że nauczyłam się ją kochać inaczej. Nie jestem do końca przekonana o tym, ale staram się. Zresztą, nie ma innej opcji, ponieważ ja i ona jako my – to zawsze prowadzi to katastrofy. Całą resztę póki co pominę w opowieści. Chwilowo mam inny hmm... problem? Nie, to chyba złe słowo. Raczej sytuację w której dziwnie się czuje. Idę dziś na spotkanie z pewną dziewczyną, wszystko fajnie, ale jest młodsza, tylko rok młodsza od mojej byłej, ale to jednak jest spory przeskok: klasa trzecia gimnazjum i trzecia liceum. Oczywiście to tylko spotkanie, więc wszystko w porządku, czemu by się nie przejść, to nie deklaracja miłości.

Wiem, wszystko dziś plącze, ale za dużo myśli mam ostatnio. Wszystko przez te dziewczyny! Jeśli kiedykolwiek jakaś wasza koleżanka powie, albo wy tak pomyślicie "Ojej faceci są okropni, zostanę lesbijką!" to nie wprowadzajcie tego życzenia w życie, bo to dużo trudniejsza sprawa! Faceci przynajmniej są prości do "odczytania" i nie mają humorków - Kobiety tak.

wtorek, 23 lutego 2010

Jestem złą uczennicą

Robię wszystko, aby oderwać się od nauki. Założenie tego bloga też było odciągnięciem uwagi od nie ubłagalnie zbliżającej się matury. To już tylko dwa miesiące. Uczę się, oczywiście, że się uczę. Co jakiś czas.
Wiem jednak, że to za mało, historia rozszerzona - to wymaga ogarnięcia sporej porcji materiału. Miałam się uczyć w ferie, przed zaczęłam regularną naukę, a ja co? Cały tydzień bawiłam się przy piwie ze znajomymi.
Po feriach będę żałowała, że się nie uczyłam, wiem to. Pomyśle, że znowu świadomie popełniłam ten sam błąd, marnowałam czas, zamiast poświęcać się nauce... Ciągle to pieprzone "Od jutra zacznę". Tak samo jak "od jutra będę mniej jadła". Po co ludzie sobie to wszystko mówią skoro później i tak obżerają się przed telewizorem, trwoniąc swój czas? Chyba taka już natura lenia.
Liczę na to, że mimo wszystko uda mi się jak zawsze, że znowu przy minimalnym naukowym wysiłku osiągnę to co chce, dostane się na dobre studia, tak samo jak dostałam się do dobrego liceum. Nie ma innej opcji, bo przecież ja się zacznę uczyć... Od jutra.

A tak na serio to już dziś czytam dalej. Co prawda to nie ta forma nauki którą planowałam objąć... Ale ta właściwa - przyjdzie na nią czas ... Od jutra ... ?
 

Scarlett Johansson, mój obecny ideał kobiety <3

poniedziałek, 22 lutego 2010

Nigdy nie nadaje tytułu

Nie wiem po co zakładam bloga. Czy to potrzeba uzewnętrzniania swoich myśli? Może chęć otwarcia się, opisania tylu skomplikowanych myśli i uczuć, chociaż zapewne nikt tego nie będzie czytał. Mam już jedno miejsce, czyta je dużo znajomych osób i też pełno wścibskich ludzi, którzy później chcą powiedzieć, że wiedzą co się w moim życiu dzieje. Jednak to wszystko jest bardzo ogólne, a większość pewnie ogląda jedynie zamieszczone zdjęcie. Tutaj będzie mniej obrazu, mniej opisów imprez i dobrej zabawy, a więcej uczuć i myśli ... Ależ to nudne, prawda? Tak samo jak mój nick, przed chwilą miałam poważny problem z jego wymyśleniem. Zastanawiałam się czy jak każda nastolatka (muszę się tym cieszyć, bo w tym roku "stuknie" mi ostatnie naście) silić się na super oryginalność i nazwać się np. TrampekBezSznurowadel , Sex-w-windzie, a może osiągnąć szczyt ekstrawagancji panienek o pseudonimie bojowym "lans z H&M" i wpisać sobie jako nick KurwaNaTelefon? To przecież takie z charakterem. Jedynak nie, nuda,nuda,nuda. Jestem kwiatem, przybieram nazwę pięknej rośliny, nie będę oryginalniejsza niż oryginalniejsi, ściągam nerdy i porzucam silenie się na bycie oryginalnym.

Po ostatnich wiadomościach czytanych w internecie dochodze do wniosku: może taki blog to świetny sposób na wypłynięcie w szeroki świat. Tyle ostatnio słyszymy o blogach nimfomanek, opisujących szczegółowo swoje życie intymne. Frapujący temat. Zastanowię się nad tym.